________________________________________________________________________
Podeszłam do mojej szafki w szkole, po wyciągnięcie
potrzebnych książek do następnych lekcji, a odłożenie tych, których nie
potrzebuje. Można powiedzieć, że w szkole należę do tej elity, która jest na
samy szczycie. Może nie jestem zapatrzoną w siebie pustą lalą, jak niektóre
dziewczyny ze szkoły, tak zwane plastiki. Nie to żebym się chwaliła, ale w
konkursach na „MISS SZKOŁY” to ja wygrywam, a nie te puste lale, z kilogramem
tapety na twarzy, którą można zbierać z twarzy szpachelką. Gdy już zamykałam
szafkę, za drzwiczek wyskoczyła moja przyjaciółka Victoria.
- No hej [t.i] – jak zawsze pełna życia przywitała mnie z
uśmiechem na twarzy.
- Cześć kochana. Co tam ?
- A jakoś leci. Zgłaszam się na geografie, wiesz musze się
jakoś podciągnąć, żeby, chociaż na czwórkę dociągnąć.
No tak, dzisiaj geografia, najgorszy przedmiot na świecie. Z
geografii miałam zaledwie dwóje, też wypadałoby to jakoś nadrobić, ale jakoś
przeważnie, akurat na ten przedmiot nigdy nie mam czasu. Z innych przedmiotów mam same piątki, średnia
na koniec roku zapowiadała się naprawdę obiecująco, a ta pechowa geografia
wszystko psuła. Jednym z powodów, dlaczego tak nie lubiłam tego przedmiotu była
nauczycielka. Starsza kobieta przy kości, która zawsze narzekała na całą klasę,
tylko nie na klasowego kujona- Marcela. Tak naprawdę nikt nie wie, jaki Marcel
jest naprawdę. Zawsze wszyscy po nim jadą, wyzywają go, wywalają książki z jego
plecaka. Szkoda mi tego chłopaka, tak naprawdę chodzę z nim do klasy już z 4
lata, a nie zamieniłam z nim nawet 10 słów. Za każdym razem jak sobie to
przypomnę to czuje się okropnie, że powoli psuje
się tak jak te żenujące lalunie. Szłyśmy sobie korytarzem z moją przyjaciółką,
gdzie w jednej chwili z moich zamyśleń wyrwały mnie jakieś krzyki.
-No dawaj kujonie. Boisz się.- Tak, szkolni mięśniacy z
drużyny piłkarskiej wyżywali się na biednym Marcelu.
-Ej chłopaki, wystarczy tego ! –krzyknęłam na nich.
- No co ty [t.i], to zwykły kujon, daj spokój.
- Dobra, nara mi stąd. Jesteście żałośni.
Victoria tylko patrzyła się na mnie dziwnie, co ja robię.
No, ale nie mogłam pozwolić, żeby się znęcali tak na tym bezbronnym, i
niewinnym człowieku. W końcu on im nic nie zrobił.
-Marcel, wszystko w porządku?
-Yy, T-tak - zaczął się jąkać, co było naprawdę urocze.-
D-dziękuje, że mi pomogłaś, ale nie musiałaś.-Nadal widziałam, że jest
strasznie zdenerwowany moją obecnością. No, ale przecież chodziliśmy już parę
lat do jednej klasy, nie widziałam powodu, żeby miał się mnie wstydzić.
-Spoko, oni już nie powinni ci dokuczać.- Posłałam mu miły
uśmiech i zaczęłam pomagać mu podnosić jego rozrzucone książki po korytarzu.
Zadzwonił dzwonek na lekcje, a razem z nim 45 minut udręki z
Mrs. Moor, tak to właśnie ta zła kobieta z geografii. Nie wiem, dlaczego, ale
już przez nią zniechęcam się do zajęć. Jak zawsze na lekcji, uwzięła się na
mnie. Nie rozumiałam tej kobiety, czy ona chce zrobić mi na złość? Albo woli,
żebym przez nią nie zdała klasy? Tak na pewno o to chodzi! Nie ma męża, ubiera
się jak zakonnica, i w dodatku mieszka ze swoimi siedmioma kotami. W końcu
dobiegł koniec tej udręki. Chyba najgorsze 45 minut w moim życiu. Pod koniec
lekcji zaczęłam rozmawiać z Victorią, że musze załatwić sobie jakieś korki,
żeby się podciągnąć. Wiktoria wpadła na niesamowity pomysł, żebym spytała się
tego kujona czy mi pomoże. Od razu ją poprawiłam, że on ma imię, ale jak to
ona. Tylko dziwnie się na mnie popatrzyła.
Wyszli już wszyscy z klasy, zostałam tylko ja z Marcelem.
Podeszłam do niego i zaczęłam bardzo ciekawą rozmowę.
- Cześć Marcel. – Rzuciłam do niego miły uśmiech. Chyba się
mnie przestraszył bo jego mina mówiła sama za siebie.
-C-cześć [t.i]. Ty znasz moje imie? – W jego oczach
widziałam jedynie wielkie przerażenie.
-Pewnie głuptasie, znam wszystkich imiona. A przynajmniej
się staram.- To ostatnie zdanie wymamrotałam pod nosem. Chłopak się uśmiechną,
i w tym momencie ukazały się jego śliczne jak i urocze dołeczki.
-Myślałem, że taka dziewczyna jak ty, nie zna mojego
imienia. Nie wie w ogóle o moim istnieniu.
-Znam cię, przecież dzisiaj z tobą rozmawiałam rano. A no
właśnie, bo miałabym do ciebie taką małą prośbę. – Przerwałam na chwile, nie
wiedziałam jak to zebrać wszystko w jedno zdanie-Czy byś mógł mi pomóc się trochę
podciągnąć z geografii. Ja oczywiście zapłacę. To coś takie w stylu korepetycji.-
W końcu skończyłam swój monolog, i czekałam z niecierpliwieniem na odpowiedz
Marcela. Chłopak ukazał swój śnieżnobiały rząd zębów.
- Jesteś pierwszą osobą, która nie chce zadania, tylko prosi
mnie o wytłumaczenie pewnej rzeczy. Pewnie pomogę ci, tylko nie wezmę za to
pieniędzy, dla mnie to będzie sama przyjemność, poduczyć taka ładną dziewczynę
jak ty. – Pierwsze, co pomyślałam, że pierwszy raz słyszę tyle słów wypowiedzianych
przez niego, dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, co powiedział, i w
jednej chwili szkarłatne rumieńce wkradły się na moje policzki.
-Dziękuje i dziękuje. – Wyciągnęłam kartkę i podałam mu.
Napisałam mój adresem i numer telefonu.-
Masz tutaj mój adres i numer, możesz przyjść dzisiaj o 16?- Spytałam niepewnie.
-Pewnie, i nie masz za, co dziękować.- Uśmiechnęłam się do
niego, najładniej jak umiałam i go przytuliłam. Chłopak nie wiedział co ma
zrobić, bvył zestresowany, ale po chwili odwzajemnił uścisk.
***
*Puk, puk, puk*
Podeszłam do drzwi, otworzyłam je , i to był mój gość, na
którego czekałam. Marcel pojawił się w drzwiach. Jak zawsze spodnie w kant
wysoko zapinane. Biała koszula a na nią kraciasta kamizelka. Pod kamizelką a na
koszuli, odznaczał się krawat pasujący do nakrycia, a jego zgrabny nos zdobiły,
brązowe w ciężkiej oprawie okulary. Fryzura jak zawsze była ulizana, na żelu. Właśnie
w tym momencie zauważyłam, jakie ma piękne kocie, zielone oczy. Były
niesamowite, zatopiłam się w nich jak w niczym innym. Po paru minutach staniu w
drzwiach ocząsnełam się i zaprosiłam chłopaka do środka. Zaprowadziłam Marcela
do mnie, do pokoju. Usiedliśmy na łóżku, i zaczął mi tłumaczyć o szerokościach
i długościach geograficznych. Wszystko wyglądało inaczej jak on mi tłumaczył, a
nie Pani Moor. Pouczyliśmy się godzinę. A przez następny czas rozmawialiśmy o
wszystkim , i o niczym. Przez te parę godzin, poczułam się jakbym go znała całe
życie, i by był moim przyjacielem. Z moich zamyśleń wyrwał mnie Marcel.
-Ja już chyba będę szedł, już późno.- Faktycznie było późno,
straciliśmy poczucie czasu.
- Jasne, jak chcesz.
Odprowadziłam go na dół do drzwi, już miał je zamykać.
-Czekaj Marcel.- I w tym momencie rzuciłam mu się w ramiona
i go mocno przytuliłam, a na koniec dałam buziaka w policzek. Wyszeptałam mu
tylko do ucha „Dziękuje”. Chłopak się zarumienił.
-Słodko wyglądasz jak się rumienisz.
Uśmiechnął się do mnie i mnie przytulił, i w ciągu minuty
zniknął.
***
Codziennie się z nim spotykałam, u mnie w domu. Przez
ostatnie dwa tygodnie. Oceny z geografii poprawiły się, z czego ja i Marcel
byliśmy zadowoleni. Miło spędzałam z nim
czas. W końcu siedzieliśmy raz na moim łóżku, przytuleni, i rozmawialiśmy jak
zawsze o wszystkim i o niczym.
- Wiesz Marcel – zaczęłam mówić, a jedyną rzeczą jaką
chciałam zrobić, było pocałowanie go, w jego malinowe usta.
_____________________________________________________________________________
To macie tutaj naszego Marcelka.. ♥ Jejku, strasznie dziękuje za tamte komentarze, a co do krótkiego opowiadania to pomyśle. Ale strasznie bardzo mnie mobilizują komentarze, i chciała bym ich widzieć jak najwięcej. Chcecie następną część. Jak tak to piszcie w komentarzach. Jak sie zdecydujecie to ją dodam, bo mam prawie napisaną, tylko czekam na waszą opinie, i życze udanych dalszych wakacji. I kto z was idzie na "Tjis Is Us", ja osobiście wybieram się tam z moją przyjaciółką !! ♥
Mrs. Horan ♥

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz