środa, 31 lipca 2013

Marcel cz.1 ♥

Wiem, że teraz wszyscy atakują Marcela, i wszystkie Imaginy są do siebie podobne, dlatego chciałam odrazu na początku powiedzieć, że sama go napisałam wymyśliłam i nie wiem co jeszcze. Mam nadzieje, że wam się spodoba.
________________________________________________________________________

Podeszłam do mojej szafki w szkole, po wyciągnięcie potrzebnych książek do następnych lekcji, a odłożenie tych, których nie potrzebuje. Można powiedzieć, że w szkole należę do tej elity, która jest na samy szczycie. Może nie jestem zapatrzoną w siebie pustą lalą, jak niektóre dziewczyny ze szkoły, tak zwane plastiki. Nie to żebym się chwaliła, ale w konkursach na „MISS SZKOŁY” to ja wygrywam, a nie te puste lale, z kilogramem tapety na twarzy, którą można zbierać z twarzy szpachelką. Gdy już zamykałam szafkę, za drzwiczek wyskoczyła moja przyjaciółka Victoria.
- No hej [t.i] – jak zawsze pełna życia przywitała mnie z uśmiechem na twarzy.
- Cześć kochana. Co tam ?
- A jakoś leci. Zgłaszam się na geografie, wiesz musze się jakoś podciągnąć, żeby, chociaż na czwórkę dociągnąć.
No tak, dzisiaj geografia, najgorszy przedmiot na świecie. Z geografii miałam zaledwie dwóje, też wypadałoby to jakoś nadrobić, ale jakoś przeważnie, akurat na ten przedmiot nigdy nie mam czasu.  Z innych przedmiotów mam same piątki, średnia na koniec roku zapowiadała się naprawdę obiecująco, a ta pechowa geografia wszystko psuła. Jednym z powodów, dlaczego tak nie lubiłam tego przedmiotu była nauczycielka. Starsza kobieta przy kości, która zawsze narzekała na całą klasę, tylko nie na klasowego kujona- Marcela. Tak naprawdę nikt nie wie, jaki Marcel jest naprawdę. Zawsze wszyscy po nim jadą, wyzywają go, wywalają książki z jego plecaka. Szkoda mi tego chłopaka, tak naprawdę chodzę z nim do klasy już z 4 lata, a nie zamieniłam z nim nawet 10 słów. Za każdym razem jak sobie to przypomnę to czuje się okropnie, że powoli psuje się tak jak te żenujące lalunie. Szłyśmy sobie korytarzem z moją przyjaciółką, gdzie w jednej chwili z moich zamyśleń wyrwały mnie jakieś krzyki.
-No dawaj kujonie. Boisz się.- Tak, szkolni mięśniacy z drużyny piłkarskiej wyżywali się na biednym Marcelu.
-Ej chłopaki, wystarczy tego ! –krzyknęłam na nich.
- No co ty [t.i], to zwykły kujon, daj spokój.
- Dobra, nara mi stąd. Jesteście żałośni.
Victoria tylko patrzyła się na mnie dziwnie, co ja robię. No, ale nie mogłam pozwolić, żeby się znęcali tak na tym bezbronnym, i niewinnym człowieku. W końcu on im nic nie zrobił.
-Marcel, wszystko w porządku?
-Yy, T-tak - zaczął się jąkać, co było naprawdę urocze.- D-dziękuje, że mi pomogłaś, ale nie musiałaś.-Nadal widziałam, że jest strasznie zdenerwowany moją obecnością. No, ale przecież chodziliśmy już parę lat do jednej klasy, nie widziałam powodu, żeby miał się mnie wstydzić.
-Spoko, oni już nie powinni ci dokuczać.- Posłałam mu miły uśmiech i zaczęłam pomagać mu podnosić jego rozrzucone książki po korytarzu.
Zadzwonił dzwonek na lekcje, a razem z nim 45 minut udręki z Mrs. Moor, tak to właśnie ta zła kobieta z geografii. Nie wiem, dlaczego, ale już przez nią zniechęcam się do zajęć. Jak zawsze na lekcji, uwzięła się na mnie. Nie rozumiałam tej kobiety, czy ona chce zrobić mi na złość? Albo woli, żebym przez nią nie zdała klasy? Tak na pewno o to chodzi! Nie ma męża, ubiera się jak zakonnica, i w dodatku mieszka ze swoimi siedmioma kotami. W końcu dobiegł koniec tej udręki. Chyba najgorsze 45 minut w moim życiu. Pod koniec lekcji zaczęłam rozmawiać z Victorią, że musze załatwić sobie jakieś korki, żeby się podciągnąć. Wiktoria wpadła na niesamowity pomysł, żebym spytała się tego kujona czy mi pomoże. Od razu ją poprawiłam, że on ma imię, ale jak to ona. Tylko dziwnie się na mnie popatrzyła.
Wyszli już wszyscy z klasy, zostałam tylko ja z Marcelem. Podeszłam do niego i zaczęłam bardzo ciekawą rozmowę.

- Cześć Marcel. – Rzuciłam do niego miły uśmiech. Chyba się mnie przestraszył bo jego mina mówiła sama za siebie.
-C-cześć [t.i]. Ty znasz moje imie? – W jego oczach widziałam jedynie wielkie przerażenie.
-Pewnie głuptasie, znam wszystkich imiona. A przynajmniej się staram.- To ostatnie zdanie wymamrotałam pod nosem. Chłopak się uśmiechną, i w tym momencie ukazały się jego śliczne jak i urocze dołeczki.
-Myślałem, że taka dziewczyna jak ty, nie zna mojego imienia. Nie wie w ogóle o moim istnieniu.
-Znam cię, przecież dzisiaj z tobą rozmawiałam rano. A no właśnie, bo miałabym do ciebie taką małą prośbę. – Przerwałam na chwile, nie wiedziałam jak to zebrać wszystko w jedno zdanie-Czy byś mógł mi pomóc się trochę podciągnąć z geografii. Ja oczywiście zapłacę. To coś takie w stylu korepetycji.- W końcu skończyłam swój monolog, i czekałam z niecierpliwieniem na odpowiedz Marcela. Chłopak ukazał swój śnieżnobiały rząd zębów.
- Jesteś pierwszą osobą, która nie chce zadania, tylko prosi mnie o wytłumaczenie pewnej rzeczy. Pewnie pomogę ci, tylko nie wezmę za to pieniędzy, dla mnie to będzie sama przyjemność, poduczyć taka ładną dziewczynę jak ty. – Pierwsze, co pomyślałam, że pierwszy raz słyszę tyle słów wypowiedzianych przez niego, dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, co powiedział, i w jednej chwili szkarłatne rumieńce wkradły się na moje policzki.
-Dziękuje i dziękuje. – Wyciągnęłam kartkę i podałam mu. Napisałam mój adresem i numer  telefonu.- Masz tutaj mój adres i numer, możesz przyjść dzisiaj o 16?- Spytałam niepewnie.
-Pewnie, i nie masz za, co dziękować.- Uśmiechnęłam się do niego, najładniej jak umiałam i go przytuliłam. Chłopak nie wiedział co ma zrobić, bvył zestresowany, ale po chwili odwzajemnił uścisk.
***
*Puk, puk, puk*
Podeszłam do drzwi, otworzyłam je , i to był mój gość, na którego czekałam. Marcel pojawił się w drzwiach. Jak zawsze spodnie w kant wysoko zapinane. Biała koszula a na nią kraciasta kamizelka. Pod kamizelką a na koszuli, odznaczał się krawat pasujący do nakrycia, a jego zgrabny nos zdobiły, brązowe w ciężkiej oprawie okulary. Fryzura jak zawsze była ulizana, na żelu. Właśnie w tym momencie zauważyłam, jakie ma piękne kocie, zielone oczy. Były niesamowite, zatopiłam się w nich jak w niczym innym. Po paru minutach staniu w drzwiach ocząsnełam się i zaprosiłam chłopaka do środka. Zaprowadziłam Marcela do mnie, do pokoju. Usiedliśmy na łóżku, i zaczął mi tłumaczyć o szerokościach i długościach geograficznych. Wszystko wyglądało inaczej jak on mi tłumaczył, a nie Pani Moor. Pouczyliśmy się godzinę. A przez następny czas rozmawialiśmy o wszystkim , i o niczym. Przez te parę godzin, poczułam się jakbym go znała całe życie, i by był moim przyjacielem. Z moich zamyśleń wyrwał mnie Marcel.
-Ja już chyba będę szedł, już późno.- Faktycznie było późno, straciliśmy poczucie czasu.
- Jasne, jak chcesz.
Odprowadziłam go na dół do drzwi, już miał je zamykać.
-Czekaj Marcel.- I w tym momencie rzuciłam mu się w ramiona i go mocno przytuliłam, a na koniec dałam buziaka w policzek. Wyszeptałam mu tylko do ucha „Dziękuje”. Chłopak się zarumienił.
-Słodko wyglądasz jak się rumienisz.
Uśmiechnął się do mnie i mnie przytulił, i w ciągu minuty zniknął.
***
Codziennie się z nim spotykałam, u mnie w domu. Przez ostatnie dwa tygodnie. Oceny z geografii poprawiły się, z czego ja i Marcel byliśmy zadowoleni.  Miło spędzałam z nim czas. W końcu siedzieliśmy raz na moim łóżku, przytuleni, i rozmawialiśmy jak zawsze o wszystkim i o niczym.
- Wiesz Marcel – zaczęłam mówić, a jedyną rzeczą jaką chciałam zrobić, było pocałowanie go, w jego malinowe usta.
_____________________________________________________________________________

To macie tutaj naszego Marcelka.. ♥ Jejku, strasznie dziękuje za tamte komentarze, a co do krótkiego opowiadania to pomyśle. Ale strasznie bardzo  mnie mobilizują komentarze, i chciała bym ich widzieć jak najwięcej. Chcecie następną część. Jak tak to piszcie w komentarzach. Jak sie zdecydujecie to ją dodam, bo mam prawie napisaną, tylko czekam na waszą opinie, i życze udanych dalszych wakacji. I kto z was idzie na "Tjis Is Us", ja osobiście wybieram się tam z moją przyjaciółką !! ♥

Mrs. Horan ♥


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz